Piąty smak

2– te smaki znane są praktycznie od zawsze i nikt nie ma problemów z ich nazywaniem i rozróżnianiem. Jeżeli dostajemy cukier wiemy, że jest on słodki, cytryna jest kwaśna, sól – słona, a grejpfrut – gorzki. Zabawa zaczyna się wtedy, kiedy te smaki zaczynają się łączyć – i słodkie z założenia ciasto przeplata się z kwaśnością owoców lub goryczą czekolady. Gdy słone mięso „zgrywa się” ze słodko-kwaśnym sosem owocowym. Wiele potraw to złożone smakowe kompozycje, w których jednak potrafimy nazwać wyczuwane smaki.
Jak się jednak okazało około 100 lat temu – cztery smaki to za mało. Trzeba było nazwać jeszcze ich piątego towarzysza – i tak powstał umami. Oczywiście, istniał też wcześniej, ale był jedynie instynktownym doznaniem, jakimś ideałem niesklasyfikowanym nazwowo. W końcu jednak rozpanoszył się tak, że trzeba było jakoś go ochrzcić i opisać.
Umami to smak wydobywany za pomocą długiej obróbki, to efekt powolnego uwydatniania esencji smaku. Redukowanie, fermentacja, pieczenie czy wędzenie to techniki, które pozwalają osiągnąć wysokie stężenie umami. A jak smakuje? Określany jest jako smakowity, mięsisty, rosołowy, intensywny. Powoduje wrażenie, że język całkowicie pokryty jest smakiem. To nieuchwytna satysfakcja, poczucie idealnego połączenia składników. To coś więcej niż tylko smak – to ideał, będący efektem cierpliwej pracy.
Co zjeść, żeby skosztować umami? Na przykład wołowinę (odpowiednio przygotowaną), wodorosty, sos sojowy, potrawy sfermentowane, grzyby, orzechy. A skondensowane umami to niepozorna sztuczna kostka rosołowa, zupka instant, sosy i przyprawy. I to pokazuje, że mimo iż umami tak modne, to jednak nie zawsze zdrowe – tak samo jak słodkie, słone, gorzkie i kwaśne.

Kreatywne warzywa

Z czym kojarzą się warzywa? Z surówką do obiadu, z zupą, z sosem, z jakąś zapiekanką. Ogólnie jednak podaje się je na słono – zupę solimy, sos, sałatkę i zapiekankę również. Warzywa są zdrowe, choć rzadko jedzone na surowo (raczej je gotujemy, pieczemy, smażymy, grillujemy). Potrawy z warzyw na słono są pyszne, choć takie … zwyczajne. Żeby wywrzeć wielkie wrażenie, należy obudzić trochę kreatywności i warzywa podać na słodko.
Na szczęście z pomocą znów przychodzi internet, gdzie można znaleźć wiele ciekawych przepisów. I o ile ciasto marchewkowe już nikogo nie dziwi (bo marchewka jest słodkim warzywem) to inne warzywa nie są jeszcze tak popularne w cukiernictwie. Bo na przykład kto słyszał o cieście z braków? Naprawdę niewielu. A jeżeli dobrze poszukać to okazje się, że ciasto burakowe jest pyszne, wilgotne i mocno czekoladowe. A kiedy poszukamy jeszcze lepiej odkryjemy jeszcze wiele wariacji na temat tego ciasta (nie każde zawiera kakao, więc nie musi być czekoladowe, choć jednak w połączeniu z burakami ta opcja przeważa).
A ciasto szpinakowe? Piękne, lekkie, zielone i proste w przygotowaniu (wszystkie składniki się miksuje, a następnie powstałą masę wlewa do tortownicy). Co prawda nie smakuje tym intensywnym czosnkowym szpinakiem, a raczej ego delikatną i słodkawą wersją, ale nie przeszkadza to w odbiorze. Doskonale komponuje się z kremowością bitej śmietany i kwaśnością, słodyczą i soczystością pestek granatu.
A ciasto z cukinii? Jeszcze łatwiejsze w przygotowaniu niż szpinakowe, lekkie i cynamonowe. Trochę przypomina piernik, ale jest mniej ciężkie, a do tego poprzetykane uroczymi zielonymi wiórkami.
Inne propozycje? Ciasto ziemniaczane (ale nie placki ziemniaczane!), dyniowe, fasolowe? Naprawdę – warto!

Kubek, szklanka, filiżanka

3Dla jednych nie ma znaczenia w czym piją, jaki rodzaj napoju. Jednak inni wielką wagę przykładają do naczynia. Mówią, że konkretny napar podany w nieodpowiedniej formie źle smakuje. Czyli co najlepiej pić w czym? Kawa – oczywiście w filiżance. Na szczęście w niepamięć odeszły kawy parzone z grubą warstwą fusów na dnie w wysokich szklankach postawione na talerzyku. Jednak nie wszystko jest tak oczywiste, gdy idziemy do kawiarni – bo (jakkolwiek to brzmi) caffee latte lub mochę dostaniemy właśnie w wysokiej szklance. Nie ma tu jednak warstwy fusów, ale piękne jasno-ciemne warstwy. Taka kawa to nie tylko kofeinowy kop, to także estetyczna uczta dla oka. Jednak kawy czarne i cappuccino na pewno dostaniemy w filiżance. Jeżeli robimy kawę w domu – również polecam ten rodzaj naczynia, chyba że mamy gorszy dzień i potrzebujemy dużej dawki czarnego napoju – wtedy sprawdzi się i piękny, klimatyczny kubek.
Jeżeli chodzi o herbatę – mamy chyba największą dowolność. Elegancki złocisty napój podany w filiżance – bardzo proszę. Mocna herbata z rumem w kubku? A może owocowa? Nie widzę, żadnych przeciwskazań. Herbata z cytryną w szklance? Jak najbardziej. Herbata smakuje zawsze, choć tu pojawiają się głosy, że sposób jej podania zależy od pory roku – latem i wiosną preferujemy szklanki, zimą i jesienią kubki, które mogą nam również rozgrzać ręce (ale nie poparzyć).
Napoje zimne (soki, woda …) – oczywiście w szklankach. Nic nie ma chyba gorszego smaku niż woda podana w kubku.
Pozostaje jeszcze kwestia alkoholi, ale tutaj każdy rodzaj trunku (konkretne rodzaje win, poszczególne drinki) ma odgórnie przypisany rodzaj naczynia, w którym powinien zostać podany. Znajomość tych norm świadczy o światowym obyciu, więc warto ich przestrzegać.
Pijmy więc na zdrowie!

Kunszt wina

Trudno oprzeć się smakowi dobrego wina. Jeżeli jeszcze skomponowane jest z potrawą, do której jest podawane zyskuje dodatkowe walory. Pachnie, nasyca, dopełnia.
Co jednak kryje się pod pojęciem dobrego wina? Oczywiście, nie chcę tu wchodzić w kompetencje koneserów, potraktuję raczej wino, jako trunek łączący ludzi, świadczący o wysokiej klasie i kulturze spotkania. Idąc tym tropem można powiedzieć, że dobre wino to napój, który nam smakuje. Jedni wolą wytrawne, inni słodkie. I o ile zachowujemy przy tym wyborze i przy piciu wina pewną klasę, cieszmy się jego królewską barwą, wyszukanym smakiem i charakterystycznym zapachem.
Kiedy możemy mówić o braku klasy? Kiedy widzimy człowieka wtaczającego się do sklepu i błagającego o najtańsze wino owocowe – byle tylko napełnić swój organizm procentami. W takiej sytuacji nie ma mowy o żadnej klasie. To samo dzieje się w sytuacji, gdy na stole stawiamy wino w kartonie – może wtedy lepiej mówić o soku winopodobnym? Wino w kartonie to profanacja! Brak klasy!
O elegancji wina świadczy również naczynie w jakim jest ono podawane. Do każdego rodzaju wina przypisany jest odpowiedni rodzaj szkła – inne do białego, inne do różowego, czerwonego, inne do musującego. Wiedza o tym, w jakim kieliszku podawać jakie wino świadczy o obyciu gospodarza w świecie. Jeżeli jednak mamy w domu tylko jeden rodzaj lampek to podajmy w nich wino niezależnie od jego gatunku – nie wlewajmy wina do szklanki!
W piciu wina ważne jest również towarzystwo i okazja. Na pewno nie może to być zwykła kumpelska popijawa (tam lepiej sprawdzą się inne trunki), a raczej bardziej elegancka okazja, kameralne przyjęcie w gronie dobrych przyjaciół. Wino rozwiązuje język, lekko szumi w głowie, ale wypite z klasą (czyli z umiarem) nie niesie za sobą zgubnych konsekwencji nadmiernej gadatliwości.

Przyjemność jedzenia

4Jedzenie to nie tylko obowiązek, to nie tylko jedna z podstawowych potrzeb człowieka – chociaż oczywiście też. Jednak powoli utrwala się przekonanie, że jedzenie powinno być przyjemnością i ważnym wydarzeniem. Reklamy bombardują nas hasłami w stylu: Uczyń niezwykłym swój codzienny posiłek! Na co dzień gotuj ze smakiem! Już nie tylko przyjęcia dla gości mają charakteryzować się wyszukanym menu – praktycznie każdy kontakt z kuchnią powinien stać się doniosłym wydarzeniem zwieńczonym sukcesem.
Warto też zauważyć, że skrupulatne i dokładne przygotowanie posiłku wymaga od nas pewnej aktywności fizycznej, która przecież jest potrzebna dla zdrowia – szczególnie po dniu pracy za biurkiem przed komputerem. Taki bieg od garnka do patelni to dobry popołudniowy trening, szczególnie w jesienne dni, gdy ciężko wyjść z domu na bieganie w plenerze. A po takim wysiłku dobre jedzenie smakuje jeszcze lepiej! I nie ma się aż tak dużych wyrzutów sumienia, że zjadło się za dużo – przecież tyle trzeba było się nachodzić, żeby to przygotować!
A co z wiecznym brakiem czasu? Przecież dużo łatwiej nagotować gar zupy na cały tydzień, a potem tylko odgrzewać. No ale czy będzie tak smacznie? Czy będzie tak niezwyczajnie? Czy będzie przyjemnie? Dobrze, nawet jeśli nie codziennie to może chociaż co dwa dni warto poświęcić trochę czasu (może odejść od telewizora czy komputera? Gotowanie to równie dobry sposób na spędzenie wolnego czasu) na stanie przy kuchennym blacie.
Jeżeli połączymy to wszystko – umiejętność organizacji czasu i trening fizyczny z bogactwem smaków, aromatów i doborowym towarzystwem to okaże się, że jedzenie to naprawdę ogromna przyjemność, a nie tylko nabijanie kalorii.

Suplementy dla sportowców-amatorów

Początkujący sportowiec-amator staje przed zagadnieniem odżywek i suplementów diety. Zastanawia się czy w ogóle suplementy w diecie sportowca są konieczne? Z punktu widzenia dietetyka nie ma uzasadnienia dla uzupełniania diety odżywkami. Zbilansowana i zróżnicowana dieta dostarcza wszystkich niezbędnych składników i nie ma konieczności suplementacji nawet u trenujących intensywnie. Także braki w codziennym jadłospisie nie są podstawą do zastępowania tradycyjnej żywności odżywką, a powinny być sygnałem do modyfikacji  sposobu żywienia. Suplement nie powinien być elementem, który rozgrzesza z nieodpowiedniej diety, a w większości przypadków zbilansowana dieta jest skuteczniejsza i daje lepsze efekty. Co prawda, wymaga ona więcej uwagi, ale daje pełny, długofalowy i korzystny rezultat. W przypadku witamin i przeciwutleniaczy, efektywność jest znacznie większa u tych spożywanych z żywnością niż suplementowanych. Znów nie można powiedzieć zdecydowanie, że suplementy są złe, niszczą organizm – przyjmowane zgodnie z zaleceniami specjalisty współgrają z całą maszyną, mającą na celu poprawę stylu życia.
Po odżywkę sięga się przeważnie wtedy kiedy ktoś ją poleci, gdy zauważymy ją u rywala lub stwierdzimy jakieś niedobory w organizmie. Zwykle wiąże się to z nadzieją na poprawę efektów treningowych, jednak większość sportowców ma ograniczoną wiedzę, co do ich stosowania. Wiadomości są czerpane głównie od znajomych, z for internetowych, producentów zachwalających swe produkty i sprzedawców w sklepach z odżywkami. Są to wiadomości typu: „ L-karnityna jest na odchudzanie, a gainery na masę”. Informacja jest często dużo bardziej rozwinięta, ale słuchacz odbiera zwykle tego typu przekaz i jest przekonany o niewiarygodnej skuteczności produktu.
W przypadku suplementów granicą jest przede wszystkim pełna wiedza – udzielona przez specjalistów, ewentualnie wyczytana z ulotek. Ważne, by samemu nie starać się być ekspertem, bo niewłaściwe stosowanie medycznych specyfików może prowadzić do efektów przeciwnych do tych, które chcieliśmy osiągnąć. W najlepszym wypadku kończy się niepotrzebnie wydanymi pieniędzmi lub przymusowym odłożeniem treningu na kilka miesięcy, by przywrócić organizm do optymalnej formy. Jeśli naprawdę zależy nam na osiąganiu lepszych wyników sportowych i przede wszystkim na zdrowiu, powinniśmy w pierwszej kolejności zadbać o zbilansowanie diety, która zawsze powinna być dopasowana do konkretnej osoby.

Zgubna kolacja

5Ogólnie przyjęło się, że ci, którzy się odchudzają nie powinni jeść kolacji. Nie jest to do końca prawda, bo niejedzenie kolacji może spowodować, że zaczniesz sobie coś wieczorem podjadać lub obudzisz się głodna w środku nocy i pójdziesz do lodówki.
Jeszcze inni mówią, że posiłki należy jeść do 18, a potem już nie wolno. Też nie jest to do końca prawdą – było to aktualne w czasach, gdy ludzie chodzili spać z kurami, a nie tak późno, jak obecnie. Należy zjeść lekką kolację około dwóch, trzech godzin przed pójściem spać – wtedy nie będziesz ani głodna, ani najedzona.
Czym jest lekka kolacja? Na pewno nie owocem – po pierwsze jeden owoc może okazać się za małym posiłkiem, po drugie – jest za słodki, a przed snem nie należy dostarczać organizmowi wielu cukrów. Lepiej zjeść jakiś mleczny produkt lub lekką sałatkę. Należy unikać mięs (szczególnie tych smażonych), fast foodów, pizz oraz warzyw o dużej zawartości błonnika: kapusty, cebuli, pora.
Pamiętajmy także, że kolacja jest takim posiłkiem, na który najczęściej wybieramy się ze znajomymi – w końcu śniadanie jemy sami w pośpiechu, później możemy wyskoczyć z kimś na szybki lunch czy obiad, ale są to posiłki, na których zjedzenie zawsze mamy ograniczony czas. Dopiero kolacja jest porą relaksu, kiedy już nigdzie nie możemy się spieszyć. No, cóż, nawet jeśli chcielibyśmy wtedy więcej zjeść (a odchudzamy się) musimy się powstrzymać. Oczywiście, jeśli podamy na stół lekkie sałatki, ryby, gotowane czy pieczone mięsa nie musimy zachowywać się jak asceci i możemy pokosztować potraw. Warto jednak wtedy zwolnić tempo jedzenia, powoli przeżuwać każdy (niewielki) kęs – zjemy wtedy mniej, a będziemy uczestniczyć w kulinarnej uczcie, a nie tylko przyglądać się jedzącym szczęśliwcom. Jedzmy kolację z umiarem i rozsądkiem, a nasza waga na tym nie ucierpi.

Kasze – nudne czy ciekawe?

Kasze od zawsze kojarzą się z czymś nudnym, prostym, nieciekawym. Z posiłkiem ludzi biednych, wieśniaków, których nie było stać na nic innego. Siadali przy stole i z jednej miski jedli kaszę za pomocą drewnianych łyżek. A jedynym urozmaiceniem ich posiłku była słonina od czasu do czasu.
Jednak ostatnio kasze wracają do łask. Podkreśla się, że kasze dobrze wpływają na zdrowie i na szczupłą figurę. Zaleca się jeść kaszę częściej niż do tej pory. Argumentuje się to tym, że kasze przewyższają ryż, makaron i ziemniaki pod względem wartości odżywczych. Są doskonałym źródłem węglowodanów złożonych, które powoli rozkładają się na glukozę tak potrzebną do pracy wszystkich komórek. Co prawda, nikt nie ukrywa, że kasze są dość kaloryczne, ale wcale nie tuczą, jeżeli nie jada się ich z tłustymi dodatkami. Prawie nie zawierają tłuszczu, ale mają dużo błonnika, który utrudnia przyswajanie tłuszczów z innych potraw. Kasza pęcznieje w żołądku i dłużej utrzymuje uczucie sytości. Dlatego jest niezastąpiona w dietach odchudzających
Jednak nawet jeśli zdrowa i wspomagająca odchudzanie to kasza wciąż wydaje się nudna i prosta. To jednak nie prawda. Z kaszą można eksperymentować i czynić ją bohaterką wielu pysznych dań. Doskonale skomponuje się z mięsem i sosami. Pasuje również do ryb i sałatek. Świetnym dodatkiem do niej są różnorodne warzywa. Kasza to także doskonałe tworzywo placuszków na słono (coś jak placki ziemniaczane) i słodkich ciast.
Podsumowując, kasza to zdrowie, składnik diety, ale także smak i możliwość eksperymentów!

Pizza – lubi ją każdy!

indeksTrudno znaleźć osobę, która powie – nie, dzięki, nie lubię pizzy. Na pizzę chodzą wszyscy – grup przyjaciół, zakochani, stateczne małżeństwa, rodzice z dziećmi. Ogólnie wszyscy ją lubią, choć każdy ma jakieś swoje indywidualne preferencje.
Zaczyna się od ciasta – ma być grube, średnie czy cienkie? Raczej spieczone, czy może jednak opadające w dół. Z dużymi brzegami czy prawie całkiem obsypanymi składnikami? Z bąblami powietrza czy bez? Wiele pizzerii oferuje możliwość wyboru rodzaju ciasta, ale są też takie, które bazują na jednym spodzie (bo skoro są pewni jego jakości po co mają zmieniać?).
Później sosy – czy dawać je w ogóle? A jeśli tak to jaki – pomidorowy łagodny, ostry, a może czosnkowy? I tu również klient może sobie wybrać rodzaj sosu.
Jeżeli już mamy wybraną bazę pizzową, kładziemy składniki. I tutaj już wyobraźnia jest nieograniczona. Oczywiście, jeżeli idziemy do pizzerii to jednak ogranicza nas menu (choć wiele lokali oferuje możliwość stworzenia własnej kompozycji składników lub wymiany jednego składnika na inny). Zabawa ze składnikami zaczyna się wtedy, gdy robimy pizzę w domu – wtedy kładziemy na ciasto wszystko to, na co przyjdzie nam ochota. Dajemy całe góry sera, jeśli mamy taką ochotę i mnóstwo innych dodatków (i nie musimy się martwić tym, czy na naszym kawałku pizzy będzie kurczak czy nie? A taka groźba istnieje w sieciówkach, gdzie na każdą pizzę mamy wyliczoną liczbę składnków i nie można dać ani kawałka kurczaka więcej).
Dlatego jeśli jeszcze nigdy nie robiliście pizzy – spróbujcie. Przepis na ciasto jest bajecznie prosty, do znalezienia w internecie, a potem – bądźcie kreatywni!

Desery – słodcy kusiciele

Któż z nas potrafi oprzeć się widokowi cudownych, barwnych deserów umieszczonych na ladach kawiarnianych czy serwowanych przez babcię po niedzielnym obiedzie. Myślę, że niewielu znalazłoby się takich twardzieli, no ale przecież każdy ma jakieś słabości. Przecież nie można odmawiać sobie wszelkich radości, nawet dla dobra figury.
A takie małe grzeszki nie powinny zaszkodzić? No, chyba że spożywane są w zbyt dużych ilościach. Wtedy faktycznie może zrobić się „grubo” i niezdrowo. Ale proszę sobie wyobrazić – klimatyczna kawiarenka, aromatyczna kawa i dobry znajomy przy stoliku. Co najlepiej pasuje do tej wizji? Oczywiście – deser. A w kwestii deserów nie ma żadnych ograniczeń! Czekolada, owoce, warzywa, biszkopty, rogaliki, babeczki, muffinki. Deser na zimno i na ciepło. Deser fit i bardzo kaloryczny. Miękki i twardy. Chrupiący i rozpływający się w ustach. Na talerzyku, w pucharku, w filiżance, w misce, na patyku. Łączy je jedno – są słodkie i pyszne. A do tego pozwalają uwolnić endorfiny (hormony szczęścia) i tym samym – poprawiają nastrój na całą resztę dnia.
Nie tylko ich smak nas uszczęśliwia. Wpływa na to także ich wygląd – połyskujące polewy, słodkie koraliki, lukrowe kwiaty, świeże owoce, kolorowe galaretki. Doskonała harmonia wizualno-smakowa!
Jedzenie deserów to ogromna przyjemność. Jednak także ich przyrządzanie to wielka przygoda. Tu możesz ubić pianę, tam posmarować dżemem, tu coś zagnieść, tam zamieszać, tu obrać owoce, tam roztopić czekoladę. Cały dom pachnie słodyczą i radością. A potem przychodzą goście, patrzą na twoją ozdobną tartę i już nie myślą o niczym innym, jak tylko o tym, by w końcu ją skosztować. I kosztują. A potem chwalą. Bo przecież musi być pysznie!
I na co masz teraz ochotę? Na sernik? Szarlotkę? Piernik? To bierz się do roboty!

Search
Advertisement
polecamy
System reklamy Test
sponsorzy